Przejdź do głównej zawartości

#200 słów ogień z gazu

zastanawiające jest, po co mózgi tak zmieniają kierunki postrzegania. nie rozumiem dlaczego jednego dnia myślę sobie jedno i o to jedno mogę opierać cały swój światopogląd, a drugiego dnia raptem wszystko się odwraca, przerzuca właściwie, przemienia całkowicie i powstaje w mojej głowie drugie. drugie, które tak skrajnie różni się od pierwszego, że nikomu przytomnemu nie przeszłoby przez myśl, żeby w ogóle zestawić ze sobą te rzeczy.

tymczasem ja, z uwielbieniem maniaka, zestawiam sobie tak wszystko i każdego dnia. czy to jest możliwe, że skrajne części mojego życia tak bardzo się ze sobą ścierają? na podstawie takiego prawdopodobieństwa wyliczyłam, że stanę się spójną całością dopiero w wieku 34 lat. to fair wiek, na zrozumienie świata, ciekawe tylko, czy świat zrozumie mnie przed tym wiekiem i pozwoli doprowadzić mi się chociaż trochę do porządku.

no więc rzecz w tym, Doroto, że pora zakończyć czasy przykrej ofiary samej siebie, odpuścić, kiedy ewidentnie jest na to pora (i nie oszukiwać się, że wcale nie jest) i pójść do przodu.
boisz się, że miłe chwile już nigdy nie wrócą? no nie wrócą. przyjdą inne, pogódź się z tym.
boisz się, że ktoś cię zastąpi? no zastąpi. tak właśnie będzie. prędzej czy później, tak się właśnie stanie, a Ty, chociaż w wyobrażeniach czujesz, jak wali ci się świat, musisz sobie zdać sprawę - tylko! - że:
a) kiedy Ty tam byłaś, to wcale nie chciałaś; musisz znaleźć miejsce, w którym będziesz chciała teraz jest na to pora;
b) to normalne, że ludzie się zastępują; a tak naprawdę to nie jest zastępstwo, tylko coś nowego, bo nie ma drugiej takiej osoby, jaką byłaś Ty, ani żadna inna osoba. każdy człowiek stanowi oddzielną historię i nawet jeśli wątki gdzieś tam się łączą, to główna nić jest zupełnie niepowtarzalna.

poza tym wiesz przecież, że przyjdzie ta chwila, w której nawet nie spojrzysz na te sprawy, albo spojrzysz zupełnie bez emocji tego typu.

chodzi głównie o to, żeby mieć te emocje, szaleńczo wirujące wokół głowy, ale żeby one nigdy już nie musiały mieć powodu, żeby gasnąć. tak?
daj więc zgasnąć tym, zwłaszcza, że są podsycane sztucznym ogniem. z gazu. tego, który można zakręcić. nie ognia, który żarzy się jeszcze długo po zgaśnięciu...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#200 słów 10000 słów, więcej niż 1000000000 słów

tak rzadko miewam czysty umysł, mam taki bałagan w głowie, że kiedy chcę go oczyścić to nie wiem nawet od czego zacząć. tak, jak bałagan w pokoju, albo nawet w całym mieszkaniu, kiedy wiesz, że najgorsze są łazienka i kuchnia, więc próbujesz zacząć od tych porozrzucanych wszędzie ubrań, ale potem wpadasz na pomysł, że zanim zaczniesz je układać w szafie, to wypadałoby ułożyć też te, które już w niej są i po chwili orientujesz się, że sterty wokół ciebie niebezpiecznie zwiększyły objętość, szafa lśni pustką, a ty czujesz, że prędzej zemdlejesz, niż ogarniesz to wszystko. no więc tak w wolnym tłumaczeniu można przedstawić moje życie. od wielu lat opieram swoje poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości na innych. moja terapeutka mówi, że we mnie są dwie wersje mnie - mała dziewczynka i dorosła kobieta. ta mała, która krzyczy, miota się i stawia niejasne, niewyartykułowane oczekiwania i ta dorosła, która jedyne co robi, to neguje, krytykuje, odsuwa od siebie i zakrzywia własną rzeczywi...

taxi vs. uber = traficar, czyli kto komu strzela w kolano

przeniosłam się w końcu na jakiś porządny portal, ten na którym byłam poprzednio chyba nie miał ochoty, żebym się tam uzewnętrzniała. jeśli ktoś w ogóle to czyta, to musi wiedzieć, że poprzednie wpisy były publikowane od grudnia, ale dzisiaj przekopiowałam je tutaj. kolejny dzień w pracy należy wykorzystać na rozwijanie umysłu, w związku z czym oto jestem i oto znowu dywaguję na temat rzeczy, z których muszę oczyścić głowę. znowu się dzisiaj spóźniłam przez moją pierwszą, dziewiczą przygodę z traficarem. o rety, jaki to jest wspaniały wynalazek! i o ile tańszy, niż uwielbiany przeze mnie dotychczas uber. żeby była jasność - najbardziej uwielbiam swój samochód, ale strefa płatnego parkowania w centrum Warszawy mnie wykańcza, ilość zaległych mandatów też i właśnie dzisiaj znalazłam doskonałą alternatywę. trasa, którą pokonałam kosztowała mnie mniej więcej połowę mniej, niż gdybym pokonywała ją uberem, a dodatkowo sama byłam sobie panią i nie musiałam ciągle pospieszać ociężałego kier...

analogia równowagi

tak to czasem jest, że kiedy siedzi się za kierownicą samochodu, kompletnie bez możliwości zanotowania jakiejkolwiek myśli, to właśnie wtedy przychodzi ich najwięcej. takich, które chce się zapisać i zapamiętywać. ale kiedy już znajdzie się ten moment, żeby przelać myśli, oczyścić umysł, to nagle okazuje się, że właściwie nie ma nic do oczyszczenia. i rzuca się takie banały, jak ten tu wyżej, bo przecież każdy o tym wie, że tak to właśnie bywa. jestem na takim zabawnym etapie swojego życia, że pomimo panującego w nim względnie porządku, jak by się tak nad tym głębiej zastanowić, wychodzi na to,  że jest tu wszystko, ale nie porządek. jestem w miłej relacji z miłym facetem, który najprawdopodobniej w końcu ode mnie zwieje, mimo ogromnych boże, mimo ogromnych czego? nie rozumiem dlaczego mam taką pustkę w głowie od paru tygodni. nie wiem, co się zmieniło w moim życiu, że brakuje mi słów. zaczęło się od angielskiego. znany jest mi ten język, nie gadam może jak rodowita angielka...