zastanawiające jest, po co mózgi tak zmieniają kierunki postrzegania. nie rozumiem dlaczego jednego dnia myślę sobie jedno i o to jedno mogę opierać cały swój światopogląd, a drugiego dnia raptem wszystko się odwraca, przerzuca właściwie, przemienia całkowicie i powstaje w mojej głowie drugie. drugie, które tak skrajnie różni się od pierwszego, że nikomu przytomnemu nie przeszłoby przez myśl, żeby w ogóle zestawić ze sobą te rzeczy.
tymczasem ja, z uwielbieniem maniaka, zestawiam sobie tak wszystko i każdego dnia. czy to jest możliwe, że skrajne części mojego życia tak bardzo się ze sobą ścierają? na podstawie takiego prawdopodobieństwa wyliczyłam, że stanę się spójną całością dopiero w wieku 34 lat. to fair wiek, na zrozumienie świata, ciekawe tylko, czy świat zrozumie mnie przed tym wiekiem i pozwoli doprowadzić mi się chociaż trochę do porządku.
no więc rzecz w tym, Doroto, że pora zakończyć czasy przykrej ofiary samej siebie, odpuścić, kiedy ewidentnie jest na to pora (i nie oszukiwać się, że wcale nie jest) i pójść do przodu.
boisz się, że miłe chwile już nigdy nie wrócą? no nie wrócą. przyjdą inne, pogódź się z tym.
boisz się, że ktoś cię zastąpi? no zastąpi. tak właśnie będzie. prędzej czy później, tak się właśnie stanie, a Ty, chociaż w wyobrażeniach czujesz, jak wali ci się świat, musisz sobie zdać sprawę - tylko! - że:
a) kiedy Ty tam byłaś, to wcale nie chciałaś; musisz znaleźć miejsce, w którym będziesz chciała teraz jest na to pora;
b) to normalne, że ludzie się zastępują; a tak naprawdę to nie jest zastępstwo, tylko coś nowego, bo nie ma drugiej takiej osoby, jaką byłaś Ty, ani żadna inna osoba. każdy człowiek stanowi oddzielną historię i nawet jeśli wątki gdzieś tam się łączą, to główna nić jest zupełnie niepowtarzalna.
poza tym wiesz przecież, że przyjdzie ta chwila, w której nawet nie spojrzysz na te sprawy, albo spojrzysz zupełnie bez emocji tego typu.
chodzi głównie o to, żeby mieć te emocje, szaleńczo wirujące wokół głowy, ale żeby one nigdy już nie musiały mieć powodu, żeby gasnąć. tak?
daj więc zgasnąć tym, zwłaszcza, że są podsycane sztucznym ogniem. z gazu. tego, który można zakręcić. nie ognia, który żarzy się jeszcze długo po zgaśnięciu...
tymczasem ja, z uwielbieniem maniaka, zestawiam sobie tak wszystko i każdego dnia. czy to jest możliwe, że skrajne części mojego życia tak bardzo się ze sobą ścierają? na podstawie takiego prawdopodobieństwa wyliczyłam, że stanę się spójną całością dopiero w wieku 34 lat. to fair wiek, na zrozumienie świata, ciekawe tylko, czy świat zrozumie mnie przed tym wiekiem i pozwoli doprowadzić mi się chociaż trochę do porządku.
no więc rzecz w tym, Doroto, że pora zakończyć czasy przykrej ofiary samej siebie, odpuścić, kiedy ewidentnie jest na to pora (i nie oszukiwać się, że wcale nie jest) i pójść do przodu.
boisz się, że miłe chwile już nigdy nie wrócą? no nie wrócą. przyjdą inne, pogódź się z tym.
boisz się, że ktoś cię zastąpi? no zastąpi. tak właśnie będzie. prędzej czy później, tak się właśnie stanie, a Ty, chociaż w wyobrażeniach czujesz, jak wali ci się świat, musisz sobie zdać sprawę - tylko! - że:
a) kiedy Ty tam byłaś, to wcale nie chciałaś; musisz znaleźć miejsce, w którym będziesz chciała teraz jest na to pora;
b) to normalne, że ludzie się zastępują; a tak naprawdę to nie jest zastępstwo, tylko coś nowego, bo nie ma drugiej takiej osoby, jaką byłaś Ty, ani żadna inna osoba. każdy człowiek stanowi oddzielną historię i nawet jeśli wątki gdzieś tam się łączą, to główna nić jest zupełnie niepowtarzalna.
poza tym wiesz przecież, że przyjdzie ta chwila, w której nawet nie spojrzysz na te sprawy, albo spojrzysz zupełnie bez emocji tego typu.
chodzi głównie o to, żeby mieć te emocje, szaleńczo wirujące wokół głowy, ale żeby one nigdy już nie musiały mieć powodu, żeby gasnąć. tak?
daj więc zgasnąć tym, zwłaszcza, że są podsycane sztucznym ogniem. z gazu. tego, który można zakręcić. nie ognia, który żarzy się jeszcze długo po zgaśnięciu...
Komentarze
Prześlij komentarz