wczoraj jak zasypiałam, a nie było to zasypanie łatwe, mój mózg wizualizował mi się, jako taka smutna zrezygnowana chmurka, która nie jest w sumie ani smutna, ani zrezygnowana, ale bardzo zmęczona i bardzo musi odpocząć. i skoro ona musi odpocząć, to w końcu ktoś inny musi się zająć sprawami, którymi zajmuje się na codzień ona.
pewnie dlatego od dwóch dni wolę być sama, robię dużo rzeczy, które nie wymagają towarzystwa i niespecjalnie mam nawet ochotę patrzeć w telefon.
dzisiaj miałam taki moment, dosłownie ułamek sekundy, ale jakże cenny, bo tak dawno nie widziany, że zdałam sobie sprawę, że zupełnie olałam telefon. nie myślałam, nie patrzyłam w niego, nie używałam go po prostu. jaki miły był to moment. myślę sobie, że może to serce wzięło górę nad głową teraz, ale czy to serce doceniałoby spokój od telefonu?
wróciłam dziś do domu, ugotowałam kolację (makaron, szpinak, ser pleśniowy, pomidorki cherry) i rozciągałam się na macie z jutubem. wiem, że to jeden z wieczorów, do których będę wracała myślami kiedyś, za jakiś czas. wstawiłam pranie, pozmywałam, odkurzyłam, zrobiłam sobie maseczkę, wzięłam prysznic, uprasowałam koszule.
bardzo chciałam wczoraj przed snem płakać. weszłam jedną nogą jakieś 5 razy w tryb rozpaczy, ale trwało to może dwie sekundy, dawało 5 łez i uciekało.
dużo dzisiaj czytałam książkę. to świetny pomysł na te wypełnione niekończącą się nudą dni w pustym sejmie. czytam "złego" leopolda tyrmanda. rzadko miewam taką myśl, że książka jest tak napisana, jak ja nie napisałabym nigdy. zdarza mi się w myślach poprawiać pisarza/tłumacza, zdarza mi się zupełnie redagować zdania, krytykować w myślach, ale ta książka jest napisana tak dobrze, ta historia jest tak dobrze ubrana w słowa, że pierwszy raz nie ośmielam się porównywać nawet, do autora.
mam dużo myśli w głowie w ciągu tych ostatnich dni, a jednocześnie mam pustkę. myślę, że to jedna z moich rozdwojonych osobowości po prostu w końcu milczy, choć wiem, że to tylko ciche dni, nie permanentny spokój. musi odpocząć, może jest zmęczona, a może pani K. rzuciła cień na pewne rzeczy, które teraz muszą zostać rozwiązane. albo chociaż przeanalizowane. stąd też chaotyczny charakter tego tekstu - mam dużo luźnych myśli, ale one właściwie nie materializują się w nic konkretnego.
pani K. kazała mi być mniej surowa dla samej siebie, delikatna i spokojniejsza. taka właśnie jestem w swojej głowie od dwóch dni, a jednak wydaje mi się, że z zewnątrz nadal nie. to wszystko jest bardzo sprzeczne.
pewnie dlatego od dwóch dni wolę być sama, robię dużo rzeczy, które nie wymagają towarzystwa i niespecjalnie mam nawet ochotę patrzeć w telefon.
dzisiaj miałam taki moment, dosłownie ułamek sekundy, ale jakże cenny, bo tak dawno nie widziany, że zdałam sobie sprawę, że zupełnie olałam telefon. nie myślałam, nie patrzyłam w niego, nie używałam go po prostu. jaki miły był to moment. myślę sobie, że może to serce wzięło górę nad głową teraz, ale czy to serce doceniałoby spokój od telefonu?
wróciłam dziś do domu, ugotowałam kolację (makaron, szpinak, ser pleśniowy, pomidorki cherry) i rozciągałam się na macie z jutubem. wiem, że to jeden z wieczorów, do których będę wracała myślami kiedyś, za jakiś czas. wstawiłam pranie, pozmywałam, odkurzyłam, zrobiłam sobie maseczkę, wzięłam prysznic, uprasowałam koszule.
bardzo chciałam wczoraj przed snem płakać. weszłam jedną nogą jakieś 5 razy w tryb rozpaczy, ale trwało to może dwie sekundy, dawało 5 łez i uciekało.
dużo dzisiaj czytałam książkę. to świetny pomysł na te wypełnione niekończącą się nudą dni w pustym sejmie. czytam "złego" leopolda tyrmanda. rzadko miewam taką myśl, że książka jest tak napisana, jak ja nie napisałabym nigdy. zdarza mi się w myślach poprawiać pisarza/tłumacza, zdarza mi się zupełnie redagować zdania, krytykować w myślach, ale ta książka jest napisana tak dobrze, ta historia jest tak dobrze ubrana w słowa, że pierwszy raz nie ośmielam się porównywać nawet, do autora.
mam dużo myśli w głowie w ciągu tych ostatnich dni, a jednocześnie mam pustkę. myślę, że to jedna z moich rozdwojonych osobowości po prostu w końcu milczy, choć wiem, że to tylko ciche dni, nie permanentny spokój. musi odpocząć, może jest zmęczona, a może pani K. rzuciła cień na pewne rzeczy, które teraz muszą zostać rozwiązane. albo chociaż przeanalizowane. stąd też chaotyczny charakter tego tekstu - mam dużo luźnych myśli, ale one właściwie nie materializują się w nic konkretnego.
pani K. kazała mi być mniej surowa dla samej siebie, delikatna i spokojniejsza. taka właśnie jestem w swojej głowie od dwóch dni, a jednak wydaje mi się, że z zewnątrz nadal nie. to wszystko jest bardzo sprzeczne.
Komentarze
Prześlij komentarz