Przejdź do głównej zawartości

#200 słów chaos

wczoraj jak zasypiałam, a nie było to zasypanie łatwe, mój mózg wizualizował mi się, jako taka smutna zrezygnowana chmurka, która nie jest w sumie ani smutna, ani zrezygnowana, ale bardzo zmęczona i bardzo musi odpocząć. i skoro ona musi odpocząć, to w końcu ktoś inny musi się zająć sprawami, którymi zajmuje się na codzień ona.

pewnie dlatego od dwóch dni wolę być sama, robię dużo rzeczy, które nie wymagają towarzystwa i niespecjalnie mam nawet ochotę patrzeć w telefon.
dzisiaj miałam taki moment, dosłownie ułamek sekundy, ale jakże cenny, bo tak dawno nie widziany, że zdałam sobie sprawę, że zupełnie olałam telefon. nie myślałam, nie patrzyłam w niego, nie używałam go po prostu. jaki miły był to moment. myślę sobie, że może to serce wzięło górę nad głową teraz, ale czy to serce doceniałoby spokój od telefonu?

wróciłam dziś do domu, ugotowałam kolację (makaron, szpinak, ser pleśniowy, pomidorki cherry) i rozciągałam się na macie z jutubem. wiem, że to jeden z wieczorów, do których będę wracała myślami kiedyś, za jakiś czas. wstawiłam pranie, pozmywałam, odkurzyłam, zrobiłam sobie maseczkę, wzięłam prysznic, uprasowałam koszule.

bardzo chciałam wczoraj przed snem płakać. weszłam jedną nogą jakieś 5 razy w tryb rozpaczy, ale trwało to może dwie sekundy, dawało 5 łez i uciekało.

dużo dzisiaj czytałam książkę. to świetny pomysł na te wypełnione niekończącą się nudą dni w pustym sejmie. czytam "złego" leopolda tyrmanda. rzadko miewam taką myśl, że książka jest tak napisana, jak ja nie napisałabym nigdy. zdarza mi się w myślach poprawiać pisarza/tłumacza, zdarza mi się zupełnie redagować zdania, krytykować w myślach, ale ta książka jest napisana tak dobrze, ta historia jest tak dobrze ubrana w słowa, że pierwszy raz nie ośmielam się porównywać nawet, do autora.

mam dużo myśli w głowie w ciągu tych ostatnich dni, a jednocześnie mam pustkę. myślę, że to jedna z moich rozdwojonych osobowości po prostu w końcu milczy, choć wiem, że to tylko ciche dni, nie permanentny spokój. musi odpocząć, może jest zmęczona, a może pani K. rzuciła cień na pewne rzeczy, które teraz muszą zostać rozwiązane. albo chociaż przeanalizowane. stąd też chaotyczny charakter tego tekstu - mam dużo luźnych myśli, ale one właściwie nie materializują się w nic konkretnego.

pani K. kazała mi być mniej surowa dla samej siebie, delikatna i spokojniejsza. taka właśnie jestem w swojej głowie od dwóch dni, a jednak wydaje mi się, że z zewnątrz nadal nie. to wszystko jest bardzo sprzeczne.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#200 słów 10000 słów, więcej niż 1000000000 słów

tak rzadko miewam czysty umysł, mam taki bałagan w głowie, że kiedy chcę go oczyścić to nie wiem nawet od czego zacząć. tak, jak bałagan w pokoju, albo nawet w całym mieszkaniu, kiedy wiesz, że najgorsze są łazienka i kuchnia, więc próbujesz zacząć od tych porozrzucanych wszędzie ubrań, ale potem wpadasz na pomysł, że zanim zaczniesz je układać w szafie, to wypadałoby ułożyć też te, które już w niej są i po chwili orientujesz się, że sterty wokół ciebie niebezpiecznie zwiększyły objętość, szafa lśni pustką, a ty czujesz, że prędzej zemdlejesz, niż ogarniesz to wszystko. no więc tak w wolnym tłumaczeniu można przedstawić moje życie. od wielu lat opieram swoje poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości na innych. moja terapeutka mówi, że we mnie są dwie wersje mnie - mała dziewczynka i dorosła kobieta. ta mała, która krzyczy, miota się i stawia niejasne, niewyartykułowane oczekiwania i ta dorosła, która jedyne co robi, to neguje, krytykuje, odsuwa od siebie i zakrzywia własną rzeczywi...

taxi vs. uber = traficar, czyli kto komu strzela w kolano

przeniosłam się w końcu na jakiś porządny portal, ten na którym byłam poprzednio chyba nie miał ochoty, żebym się tam uzewnętrzniała. jeśli ktoś w ogóle to czyta, to musi wiedzieć, że poprzednie wpisy były publikowane od grudnia, ale dzisiaj przekopiowałam je tutaj. kolejny dzień w pracy należy wykorzystać na rozwijanie umysłu, w związku z czym oto jestem i oto znowu dywaguję na temat rzeczy, z których muszę oczyścić głowę. znowu się dzisiaj spóźniłam przez moją pierwszą, dziewiczą przygodę z traficarem. o rety, jaki to jest wspaniały wynalazek! i o ile tańszy, niż uwielbiany przeze mnie dotychczas uber. żeby była jasność - najbardziej uwielbiam swój samochód, ale strefa płatnego parkowania w centrum Warszawy mnie wykańcza, ilość zaległych mandatów też i właśnie dzisiaj znalazłam doskonałą alternatywę. trasa, którą pokonałam kosztowała mnie mniej więcej połowę mniej, niż gdybym pokonywała ją uberem, a dodatkowo sama byłam sobie panią i nie musiałam ciągle pospieszać ociężałego kier...

analogia równowagi

tak to czasem jest, że kiedy siedzi się za kierownicą samochodu, kompletnie bez możliwości zanotowania jakiejkolwiek myśli, to właśnie wtedy przychodzi ich najwięcej. takich, które chce się zapisać i zapamiętywać. ale kiedy już znajdzie się ten moment, żeby przelać myśli, oczyścić umysł, to nagle okazuje się, że właściwie nie ma nic do oczyszczenia. i rzuca się takie banały, jak ten tu wyżej, bo przecież każdy o tym wie, że tak to właśnie bywa. jestem na takim zabawnym etapie swojego życia, że pomimo panującego w nim względnie porządku, jak by się tak nad tym głębiej zastanowić, wychodzi na to,  że jest tu wszystko, ale nie porządek. jestem w miłej relacji z miłym facetem, który najprawdopodobniej w końcu ode mnie zwieje, mimo ogromnych boże, mimo ogromnych czego? nie rozumiem dlaczego mam taką pustkę w głowie od paru tygodni. nie wiem, co się zmieniło w moim życiu, że brakuje mi słów. zaczęło się od angielskiego. znany jest mi ten język, nie gadam może jak rodowita angielka...