Przejdź do głównej zawartości

coś tam, kiedyś tam

w ramach szlifowania warsztatu pisarskiego, który coraz bardziej zatracam od czasu zmiany pracy, postanowiłam wkładać starania, by powstawała tu choć jedna notka dziennie.

poszliśmy dzisiaj z igłą w stogu siana na późny obiad do pobliskiej knajpki. jemu już od jakiegoś czasu chodził po głowie stek z pieczonymi ziemniakami, a ponieważ zaszczepił tę myśl w mojej głowie budząc mnie z popołudniowej drzemki, to trudno było mi się jej oprzeć.

pół godziny później siedzieliśmy przy stoliku, w restauracji, która zawsze zaskakująco wypełnia się w granicach godziny 18. to jest tak, że do 17.45 może świecić pustkami, ale około tej 18. raptem stoliki zapełniają się jeden po drugim.
dzisiaj nie świeciło pustkami, bo jak przyszliśmy, to przy jednym z zajętych stolików siedziała starsza pani z dzieckiem. pani była o tyle starsza, że mogła być stosunkowo młodą babcią w niezłej formie, albo trochę starszą mamą towarzyszącej jej na oko 11-latki. dziewczynka jadła ze smakiem, ochoczo wymieniała się myślami z nieokreśloną kobietą. była w tym otwarta i cierpliwa, uśmiechnięta wręcz; kobieta natomiast nieprzerwanie, wytrwale i z zacięciem... rozmawiała przez telefon.

zerkałam na nie ze sporym zainteresowaniem, a moje ukradkowe pojedyncze zerknięcia oferowały gadatliwej, uśmiechniętej 11-latce więcej uwagi, niż poświęciła jej pani, siedząca z nią przy stole i będąca najwyraźniej niechętnie i nie do końca świadomie częścią rozmowy dziewczynki. patrzyłam na nie ze współczuciem.
nie chcę oceniać, może to była tylko opiekunka. albo koleżanka jej mamy, która ma awersję do dzieci, ale zgodziła się chwilę posiedzieć z młodą. nigdy nie wiadomo i ja zwykle staram się nie wyciągać pochopnych wniosków, bo sama często próbuję spojrzeć na siebie cudzymi oczami i wiem, że to, na co wygląda moja dana sytuacja najczęściej zupełnie nie jest taka, na jaką wygląda.

okropne było patrzeć na ten absolutny brak uwagi ze strony - nazwijmy ją - opiekunki.
potem jednak moją uwagę odciągnął talerz z przepysznym stekiem, który był absolutnie wspaniały. a igła zjadł pizzę, mimo że pomysł na stek był właściwie jego.






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#200 słów 10000 słów, więcej niż 1000000000 słów

tak rzadko miewam czysty umysł, mam taki bałagan w głowie, że kiedy chcę go oczyścić to nie wiem nawet od czego zacząć. tak, jak bałagan w pokoju, albo nawet w całym mieszkaniu, kiedy wiesz, że najgorsze są łazienka i kuchnia, więc próbujesz zacząć od tych porozrzucanych wszędzie ubrań, ale potem wpadasz na pomysł, że zanim zaczniesz je układać w szafie, to wypadałoby ułożyć też te, które już w niej są i po chwili orientujesz się, że sterty wokół ciebie niebezpiecznie zwiększyły objętość, szafa lśni pustką, a ty czujesz, że prędzej zemdlejesz, niż ogarniesz to wszystko. no więc tak w wolnym tłumaczeniu można przedstawić moje życie. od wielu lat opieram swoje poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości na innych. moja terapeutka mówi, że we mnie są dwie wersje mnie - mała dziewczynka i dorosła kobieta. ta mała, która krzyczy, miota się i stawia niejasne, niewyartykułowane oczekiwania i ta dorosła, która jedyne co robi, to neguje, krytykuje, odsuwa od siebie i zakrzywia własną rzeczywi...

taxi vs. uber = traficar, czyli kto komu strzela w kolano

przeniosłam się w końcu na jakiś porządny portal, ten na którym byłam poprzednio chyba nie miał ochoty, żebym się tam uzewnętrzniała. jeśli ktoś w ogóle to czyta, to musi wiedzieć, że poprzednie wpisy były publikowane od grudnia, ale dzisiaj przekopiowałam je tutaj. kolejny dzień w pracy należy wykorzystać na rozwijanie umysłu, w związku z czym oto jestem i oto znowu dywaguję na temat rzeczy, z których muszę oczyścić głowę. znowu się dzisiaj spóźniłam przez moją pierwszą, dziewiczą przygodę z traficarem. o rety, jaki to jest wspaniały wynalazek! i o ile tańszy, niż uwielbiany przeze mnie dotychczas uber. żeby była jasność - najbardziej uwielbiam swój samochód, ale strefa płatnego parkowania w centrum Warszawy mnie wykańcza, ilość zaległych mandatów też i właśnie dzisiaj znalazłam doskonałą alternatywę. trasa, którą pokonałam kosztowała mnie mniej więcej połowę mniej, niż gdybym pokonywała ją uberem, a dodatkowo sama byłam sobie panią i nie musiałam ciągle pospieszać ociężałego kier...

analogia równowagi

tak to czasem jest, że kiedy siedzi się za kierownicą samochodu, kompletnie bez możliwości zanotowania jakiejkolwiek myśli, to właśnie wtedy przychodzi ich najwięcej. takich, które chce się zapisać i zapamiętywać. ale kiedy już znajdzie się ten moment, żeby przelać myśli, oczyścić umysł, to nagle okazuje się, że właściwie nie ma nic do oczyszczenia. i rzuca się takie banały, jak ten tu wyżej, bo przecież każdy o tym wie, że tak to właśnie bywa. jestem na takim zabawnym etapie swojego życia, że pomimo panującego w nim względnie porządku, jak by się tak nad tym głębiej zastanowić, wychodzi na to,  że jest tu wszystko, ale nie porządek. jestem w miłej relacji z miłym facetem, który najprawdopodobniej w końcu ode mnie zwieje, mimo ogromnych boże, mimo ogromnych czego? nie rozumiem dlaczego mam taką pustkę w głowie od paru tygodni. nie wiem, co się zmieniło w moim życiu, że brakuje mi słów. zaczęło się od angielskiego. znany jest mi ten język, nie gadam może jak rodowita angielka...