oczywiście nic nie wyszło z mojego codziennego planu, ale wracam już, teraz, kiedy tylko znalazłam chwilę. właściwie to jej nie mam, powinnam iść wykąpać się, iść spać, coś tam, ale t. ma rację - powinnam zastąpić słowo "powinnam" na działanie. no to działam.
w warszawie dzisiaj pada śnieg. dużo czasu spędziłam w domu domu. tam było pusto; w domu-niedomu też, i tak sobie dzisiaj kursowałam między tymi pustymi przestrzeniami. jeżeli czemuś sprzyja samotność w moim przypadku, to wyłącznie głupawym i desperackim pomysłom. dzisiaj już wpadłam na jeden, który był zdecydowanie taktycznym błędem.
rzecz w tym, że ja tak sobie o tym myślę, że pora zakończyć rozważanie działań w kategorii taktyczne-nietaktyczne, dostępne- niedostępne, no, bo boże, zaraz skończy się kolejny rok, a ja na tym samym mentalnym poziomie 17-latki. dzisiaj czytałam swoje pamiętniki z takiego mniej więcej wieku. jestem zaskoczona, jak niewiele się zmieniło w moim myśleniu od tamtej pory. dobra, nie wiem w sumie, czy jestem zaskoczona. wiedziałam przecież, ale to trochę szokujące, kiedy wpada w ręce taki namacalny i jasny dowód, że - jak zwykle, kurczę - miałam rację.
jestem poważną, dorosłą kobietą, panią dziennikarką, samodzielną - tylko czemu tak często muszę sama sobie o tym przypominać?
i kiedy dzisiaj już po skończeniu maratonu działań w domu-domu, zła trochę, bo wszystko się strasznie przedłużyło i to ponad dwukrotnie, w dość zwięźle określonym budżecie godzinowym, już miałam wstawać i wychodzić, moją uwagę przykuł film. to o tyle nietypowe wydarzenie, że ostatnimi czasy mało jaki film, czy serial, przyciąga moją uwagę na dłużej niż 30 minut. ale cameron diaz i asthon kutcher w "co zdarzyło się w vegas" to jak spełnienie najznakomitszej niedzielnej potrzeby. i tak zaległam, skoro i tak nie miałam już żadnych planów i oglądałam ten film.
w warszawie dzisiaj pada śnieg. dużo czasu spędziłam w domu domu. tam było pusto; w domu-niedomu też, i tak sobie dzisiaj kursowałam między tymi pustymi przestrzeniami. jeżeli czemuś sprzyja samotność w moim przypadku, to wyłącznie głupawym i desperackim pomysłom. dzisiaj już wpadłam na jeden, który był zdecydowanie taktycznym błędem.
rzecz w tym, że ja tak sobie o tym myślę, że pora zakończyć rozważanie działań w kategorii taktyczne-nietaktyczne, dostępne- niedostępne, no, bo boże, zaraz skończy się kolejny rok, a ja na tym samym mentalnym poziomie 17-latki. dzisiaj czytałam swoje pamiętniki z takiego mniej więcej wieku. jestem zaskoczona, jak niewiele się zmieniło w moim myśleniu od tamtej pory. dobra, nie wiem w sumie, czy jestem zaskoczona. wiedziałam przecież, ale to trochę szokujące, kiedy wpada w ręce taki namacalny i jasny dowód, że - jak zwykle, kurczę - miałam rację.
jestem poważną, dorosłą kobietą, panią dziennikarką, samodzielną - tylko czemu tak często muszę sama sobie o tym przypominać?
i kiedy dzisiaj już po skończeniu maratonu działań w domu-domu, zła trochę, bo wszystko się strasznie przedłużyło i to ponad dwukrotnie, w dość zwięźle określonym budżecie godzinowym, już miałam wstawać i wychodzić, moją uwagę przykuł film. to o tyle nietypowe wydarzenie, że ostatnimi czasy mało jaki film, czy serial, przyciąga moją uwagę na dłużej niż 30 minut. ale cameron diaz i asthon kutcher w "co zdarzyło się w vegas" to jak spełnienie najznakomitszej niedzielnej potrzeby. i tak zaległam, skoro i tak nie miałam już żadnych planów i oglądałam ten film.
Komentarze
Prześlij komentarz