Przejdź do głównej zawartości

przyjemność uczuć

ostatnio przyjaciel podsunął mi pomysł na temat do napisania. on w ogóle ma tendencje, do wciągania mnie w rozmowy, w które raptem lubi wtrącić - "napisz o tym".

jest to o tyle zaskakujące, że rzeczywiście, wiele z tych tematów, które z nim poruszam, nadają się na taką personalną dywagację. rzecz w tym, że jak już padają te słowa, to ja - zamiast otworzyć wrota wyobraźni, wyciągnąć przed siebie macki słów i rozpocząć katapultę zdań i myśli - tworzę sobie w głowie czarną mgłę. i ona, ta mgła, zasłania mi wszystko, co na codzień siedzi w mojej głowie, co mogłoby może zainteresować nawet Ciebie.

w moim życiu ostatnimi czasy wiele się pozmieniało i każdego dnia zastanawiam się, czy droga, którą obrałam i którą kroczę, ten zakręt, który wybrałam, gdy był na to czas, czy to był dobry i właściwy pomysł.

teraz z jednej strony odkrywam w sobie pokłady uczuć, których już dawno nie używałam; takich, które zakopałam gdzieś daleko, a wyjście zamroziłam lodową kłódką. najgorsze jest to, że świadomie teraz, po wielu wielu latach, rozmroziłam tę kłódkę, na rzecz sytuacji, która najprawdopodobniej w ogóle nie jest tego warta. tu jednak czuję się zobowiązana zwrócić honor, właściwie to samej sobie, bo muszę przyznać, że bez względu na okoliczności, na cel i na spodziewany efekt, te uczucia, jakie mną teraz miotają, jakie czasem przejmują nade mną całkowitą kontrolę, one... są przyjemne.

tęsknota, którą czuję, kiedy nie jest blisko; ulga, kiedy przychodzi i całuje na powitanie; uśmiech, kiedy się uśmiecha; śmiech, który wiem, że to ja wywołałam.
i jednocześnie te wahania, niepewności, całe życie spędzam na niezdrowym przywiązywaniu się do osób, które tego ode mnie w ogóle nie oczekują, wręcz tego nie chcą.. jak jest teraz?

nikt nigdy nie zaoferował mi tylu słów, których potrzebowałam i które chciałam słyszeć. i kiedy pierwszy raz od lat jestem skłonna w nie uwierzyć, to robię to odrobinę za późno. jeszcze nie tak całkowicie, ale wiecie, ten mocny fundament już naruszyłam sama wcześniej, głównie swoimi niepewnościami. sądzę, że adekwatnie do chęci eliminacji niepewności, fundament kruszy się bardziej i bardziej. przecież to story of my life. a kiedy chcę już uwierzyć w te słowa i czuję ich ciepło, to w samochodzie zaczyna lecieć piosenka Ani Dąbrowskiej: "...tyle twoich słów w głowie ciągle mam, tyle pięknych słów, że uwierzyłam, że już zawsze będzie tak".

no więc rzecz w tym, że ja właśnie uwierzyłam. i boże, nawet nie chcę myśleć o tej chwili, gdy to wszystko runie mi na głowę. byłam już tam, pamiętam, jak to się odbyło. nie wiem, czy przeżyję to kolejny raz. w mojej głowie obawy biją się z potrzebami, ciepła, zrozumienia, zwykłego przytulenia... mam to. na jak długo?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#200 słów 10000 słów, więcej niż 1000000000 słów

tak rzadko miewam czysty umysł, mam taki bałagan w głowie, że kiedy chcę go oczyścić to nie wiem nawet od czego zacząć. tak, jak bałagan w pokoju, albo nawet w całym mieszkaniu, kiedy wiesz, że najgorsze są łazienka i kuchnia, więc próbujesz zacząć od tych porozrzucanych wszędzie ubrań, ale potem wpadasz na pomysł, że zanim zaczniesz je układać w szafie, to wypadałoby ułożyć też te, które już w niej są i po chwili orientujesz się, że sterty wokół ciebie niebezpiecznie zwiększyły objętość, szafa lśni pustką, a ty czujesz, że prędzej zemdlejesz, niż ogarniesz to wszystko. no więc tak w wolnym tłumaczeniu można przedstawić moje życie. od wielu lat opieram swoje poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości na innych. moja terapeutka mówi, że we mnie są dwie wersje mnie - mała dziewczynka i dorosła kobieta. ta mała, która krzyczy, miota się i stawia niejasne, niewyartykułowane oczekiwania i ta dorosła, która jedyne co robi, to neguje, krytykuje, odsuwa od siebie i zakrzywia własną rzeczywi...

taxi vs. uber = traficar, czyli kto komu strzela w kolano

przeniosłam się w końcu na jakiś porządny portal, ten na którym byłam poprzednio chyba nie miał ochoty, żebym się tam uzewnętrzniała. jeśli ktoś w ogóle to czyta, to musi wiedzieć, że poprzednie wpisy były publikowane od grudnia, ale dzisiaj przekopiowałam je tutaj. kolejny dzień w pracy należy wykorzystać na rozwijanie umysłu, w związku z czym oto jestem i oto znowu dywaguję na temat rzeczy, z których muszę oczyścić głowę. znowu się dzisiaj spóźniłam przez moją pierwszą, dziewiczą przygodę z traficarem. o rety, jaki to jest wspaniały wynalazek! i o ile tańszy, niż uwielbiany przeze mnie dotychczas uber. żeby była jasność - najbardziej uwielbiam swój samochód, ale strefa płatnego parkowania w centrum Warszawy mnie wykańcza, ilość zaległych mandatów też i właśnie dzisiaj znalazłam doskonałą alternatywę. trasa, którą pokonałam kosztowała mnie mniej więcej połowę mniej, niż gdybym pokonywała ją uberem, a dodatkowo sama byłam sobie panią i nie musiałam ciągle pospieszać ociężałego kier...

analogia równowagi

tak to czasem jest, że kiedy siedzi się za kierownicą samochodu, kompletnie bez możliwości zanotowania jakiejkolwiek myśli, to właśnie wtedy przychodzi ich najwięcej. takich, które chce się zapisać i zapamiętywać. ale kiedy już znajdzie się ten moment, żeby przelać myśli, oczyścić umysł, to nagle okazuje się, że właściwie nie ma nic do oczyszczenia. i rzuca się takie banały, jak ten tu wyżej, bo przecież każdy o tym wie, że tak to właśnie bywa. jestem na takim zabawnym etapie swojego życia, że pomimo panującego w nim względnie porządku, jak by się tak nad tym głębiej zastanowić, wychodzi na to,  że jest tu wszystko, ale nie porządek. jestem w miłej relacji z miłym facetem, który najprawdopodobniej w końcu ode mnie zwieje, mimo ogromnych boże, mimo ogromnych czego? nie rozumiem dlaczego mam taką pustkę w głowie od paru tygodni. nie wiem, co się zmieniło w moim życiu, że brakuje mi słów. zaczęło się od angielskiego. znany jest mi ten język, nie gadam może jak rodowita angielka...