Przejdź do głównej zawartości

rzeczy, które nie przychodzą mi do głowy

w moim poprzednim wpisie odrobinę, ale niezbyt gruntownie, wyprowadziłam swoje zdanie na szersze wody, bo kurczę, każdy nagle może to przeczytać. nie, żeby czytał, ale fakt jest taki, że może.
czytałam ostatnio o takim miejscu na świecie, które funkcjonuje jako księgarnia, ale nie ma w niej typowych papierowych książek. E-booków też nie. Tam książkami są ludzie, którzy opowiadają historie na żywo, wprowadzają gościa księgarni we własny świat i służą historiami, jakie pisze życie, a nie wyobraźnia, naciągana na potrzeby zarobienia jak największej ilości pieniędzy. strasznie chciałabym pójść do takiego miejsca. posłuchać tego, co ci ludzie mają do powiedzenia.
tak sobie czasem myślę, najczęściej spoglądając na jakąś obcą mi osobę, że w jej życiu najprawdopodobniej dzieją się rzeczy, które mi nigdy nie przyszłyby do głowy. najlepszy przykład i mój faworyzowany obiekt obserwacji to staruszkowie. oni przecież mają już znaczną część życia za sobą, dwa - trzy razy tyle co dotychczas trwa moje. a skoro w moim wydarzyło się tyle, to ile musiało w życiu takiego seniora? i mam wtedy tyle pytań. co tu robi? skąd wziął się w tym samym miejscu i w tym samym czasie, co ja? jak spędził życie? czego mu brakuje? kim są jego córki, wnuki? i zawsze kiedy w jakiś sposób udaje mi się uzyskać choćby jedno zdanie, które odpowie na choćby jedno moje pytanie, z a w s z e jest ono zaskakujące. właśnie dlatego, że w 99,9% procentach taka odpowiedź nie przyszłaby mi do głowy. i nie dlatego, że za mało kombinuję. to po prostu perypetie ludzi są zachwycające, bo to każda jednostka sama decyduje o tym, co zrobi z kłodą, którą napotka pod nogami. a możliwości jest tyle, ile głów chodzi po tym świecie.
właśnie dlatego uważam, że taka księgarnia z żywymi "książkami" to genialny pomysł. szkoda tylko, że polacy nie są na tyle otwartym narodem. mało kto poszedłby do takiego miejsca, żeby się uzewnętrzniać. a wiecie, czasem warto pogadać. otworzyć się, wygadać. nie można w sobie wszystkiego tłumić.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

#200 słów 10000 słów, więcej niż 1000000000 słów

tak rzadko miewam czysty umysł, mam taki bałagan w głowie, że kiedy chcę go oczyścić to nie wiem nawet od czego zacząć. tak, jak bałagan w pokoju, albo nawet w całym mieszkaniu, kiedy wiesz, że najgorsze są łazienka i kuchnia, więc próbujesz zacząć od tych porozrzucanych wszędzie ubrań, ale potem wpadasz na pomysł, że zanim zaczniesz je układać w szafie, to wypadałoby ułożyć też te, które już w niej są i po chwili orientujesz się, że sterty wokół ciebie niebezpiecznie zwiększyły objętość, szafa lśni pustką, a ty czujesz, że prędzej zemdlejesz, niż ogarniesz to wszystko. no więc tak w wolnym tłumaczeniu można przedstawić moje życie. od wielu lat opieram swoje poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości na innych. moja terapeutka mówi, że we mnie są dwie wersje mnie - mała dziewczynka i dorosła kobieta. ta mała, która krzyczy, miota się i stawia niejasne, niewyartykułowane oczekiwania i ta dorosła, która jedyne co robi, to neguje, krytykuje, odsuwa od siebie i zakrzywia własną rzeczywi...

taxi vs. uber = traficar, czyli kto komu strzela w kolano

przeniosłam się w końcu na jakiś porządny portal, ten na którym byłam poprzednio chyba nie miał ochoty, żebym się tam uzewnętrzniała. jeśli ktoś w ogóle to czyta, to musi wiedzieć, że poprzednie wpisy były publikowane od grudnia, ale dzisiaj przekopiowałam je tutaj. kolejny dzień w pracy należy wykorzystać na rozwijanie umysłu, w związku z czym oto jestem i oto znowu dywaguję na temat rzeczy, z których muszę oczyścić głowę. znowu się dzisiaj spóźniłam przez moją pierwszą, dziewiczą przygodę z traficarem. o rety, jaki to jest wspaniały wynalazek! i o ile tańszy, niż uwielbiany przeze mnie dotychczas uber. żeby była jasność - najbardziej uwielbiam swój samochód, ale strefa płatnego parkowania w centrum Warszawy mnie wykańcza, ilość zaległych mandatów też i właśnie dzisiaj znalazłam doskonałą alternatywę. trasa, którą pokonałam kosztowała mnie mniej więcej połowę mniej, niż gdybym pokonywała ją uberem, a dodatkowo sama byłam sobie panią i nie musiałam ciągle pospieszać ociężałego kier...

analogia równowagi

tak to czasem jest, że kiedy siedzi się za kierownicą samochodu, kompletnie bez możliwości zanotowania jakiejkolwiek myśli, to właśnie wtedy przychodzi ich najwięcej. takich, które chce się zapisać i zapamiętywać. ale kiedy już znajdzie się ten moment, żeby przelać myśli, oczyścić umysł, to nagle okazuje się, że właściwie nie ma nic do oczyszczenia. i rzuca się takie banały, jak ten tu wyżej, bo przecież każdy o tym wie, że tak to właśnie bywa. jestem na takim zabawnym etapie swojego życia, że pomimo panującego w nim względnie porządku, jak by się tak nad tym głębiej zastanowić, wychodzi na to,  że jest tu wszystko, ale nie porządek. jestem w miłej relacji z miłym facetem, który najprawdopodobniej w końcu ode mnie zwieje, mimo ogromnych boże, mimo ogromnych czego? nie rozumiem dlaczego mam taką pustkę w głowie od paru tygodni. nie wiem, co się zmieniło w moim życiu, że brakuje mi słów. zaczęło się od angielskiego. znany jest mi ten język, nie gadam może jak rodowita angielka...